Welcome to the jungle

Limitowana kolekcja Bell „Animal Instinct” przenosi nas do baśniowej dżungli. Zniewala intensywnością kolorów,owocowych nut kolorystycznych i smakowych. Wśród  bujnej zieleni tropikalnych roślin co krok napotykamy nowych przyjaciół – zwierzęta, tworzące team wizażystów: papugi, węże, żaby, małpy, pandę. Pora je przedstawić.

Lubię bawić się makijażem. Żartobliwy, nieco nastolatkowy charakter kolekcji zachęcił mnie do eksperymentów, tym bardziej, że zabawny design wcale nie oznacza gorszej jakości.

Testowałam kosmetyki po kolei, w podgrupach tematycznych, zaczynając od tych do ust. Na pierwszy ogień poszły brokatowe błyszczyki powiększające usta, Snake Bite Plumping Gloss. Ich formuła wzbogacona mentolem daje odczucie lekkiego chłodzenia i mrowienia, co idealnie współgra ze smakiem i aromatem oranżady w proszku – wspomnienia z dzieciństwa… Metaliczne pigmenty pięknie opalizują, nie dają wrażenia brudnych kropek na wargach, jak niektóre brokaty. Usta lśnią, są gładkie, pełne. Lepią się tylko przez moment, potem błyszczyk nosi się komfortowo. Łatwo go dołożyć nawet bez lusterka, bo z racji transparentności, nie wymaga wielkiej precyzji aplikacji.  Częściej używam błyszczyku w ciepłej, pomarańczowej tonacji, choć kolor jest jedynie delikatnym poblaskiem. Fioletowo – fuksjowego używam do ciuchów w zimnym tonie. Różnica jest nieznaczna. Cena 9,99 zł.

Matowe pomadki w płynie Frog Prince Matt Lipstick są zdecydowanie bardziej wyraziste. Dają intensywny kolor, pełne krycie i efekt aksamity na ustach. Są trwałe. Smaku nie mają, aromat miedzy karmelem a likierem Baileys. Dostępne są dwa kolory: brudny róż i zmysłowa czerwień. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi ten w stylu nude (na zdjęciach wyszedł i tak dość czerwono). Doskonale zgrywa się z karnacją, to jeden z tych odcieni, w których każdej z nas do twarzy. Efekt naturalnych, zadbanych, ładnie podkreślonych ust. Czerwień ma dla mnie nieco za ciepły tom, ciut za dużo w niej pomarańczu. Wolę czerwienie malinowe, z różem. Mimo to, jestem w stanie zaryzykować ten kolor w pewnych stylizacjach. Rzuca się w oczy, ale nie jest wulgarny. Cena 9,99 zł.

  

Zaintrygowały mnie także eyelinery Parrot Wings. Noszę czasem kolorowe kreski, więc chabrowe lub zielone pasowały mi! Bardziej te zielone 😉 Najczęściej noszę je solo, tylko z mascarą, ale w prezentowanym tu makijażu papuzie skrzydła połączone są z cieniami i sztucznymi rzęsami. Wizażystka nakładała eyeliner pędzelkiem, ja w domu rysikiem z buteleczki. Łatwo malował równe, nasycone kreski. Gorzej było z niebieskim, tu rysik pozostawiał dwie równoległe cienkie linie, które trzeba było wypełnić, co było już dość karkołomnym zadaniem. Cena 9,99 zł.

Przy nieco opadającej powiece cienie przedłużają trwałość kreski, mniej się one rozmywają w ciągu dnia. Ewentualnie sprawdzi się też baza do cieni jako utrwalacz.

Uzupełnieniem kolekcji są pudry oraz mascara. Tusz Panda No More Mascara rzeczywiście ani trochę się nie rozmazuje, paradoksalnie zapobiegając tzw.efektowi pandy. Idealnie wyczesuje rzęsy, rozdziela. Daje bardzo naturalny efekt, bardziej wydłużenia i przyciemnienia rzęs niż pogrubienia. Można dokładać wiele warstw a rzęsy nadal nie są posklejane. Bardzo subtelny rezultat. Cena 11,99 zł.

Pudry przede wszystkim smakowicie pachną – bananowo, kokosowo. Fajnie, że pozwalają uzyskać różne efekty – od matowego do świetlistego, wygładzają optycznie skórę i zdejmują z niej ziemiste tony.  Cena 13,99 zł.

Kosmetyki dostępne w sklepach Biedronka.

Makijaż i foto Zuzanna Gąsiorowska Make up (dawniej Make up by Gąska)

 

 

Dodaj komentarz